Co nas w życiu najbardziej podnieca? Władza. Nie mówcie mi,
że jest inaczej. Zaczęłam pisać bloga parę dni temu i kiedy licznik bije, czuję
satysfakcję z posiadania władzy. Każdy numerek więcej to osoba, która świadomie
tu weszła i przeczytała choć jedno zdanie. Kiedy ubieram się i maluję, to myślę
o seksie. Myślę o tym, że zaraz wyjdę do pracy, na ulicę, może do kawiarni. I
będę czuć na sobie spojrzenia mężczyzn. Mam świadomość, że część z nich czeka
tylko na mój gest, żeby się ośmielić i zagadać. Jestem kobietą, więc mam władzę
nad mężczyznami.
A ty jak czujesz? Kręci cię, kiedy jestem uległa, rozkładam
nogi i proszę, żebyś mnie przerżnął tak ostro, żebym aż poczuła w gardle?
Czujesz wtedy władzę nade mną? Kiedy płacisz za seks, wtedy wymagasz. A ja
godzę się tylko na to, za co dostaję kasę. Nie musimy flirtować, krygować się,
grać. Oboje dajemy sobie to, czego właśnie teraz chcemy. Bez zobowiązań. Ktoś
mógłby powiedzieć, że to hedonizm, pójście na łatwiznę, egoizm. Cóż, w związku
są pewne zobowiązania i kompromisy. Jeżeli wiążę się z kimś na poważnie, to
odrobina uczciwości mu się należy. Wtedy nie dymam na prawo i lewo. Ale czy to
coś złego, że mam pewne wymagania i czasem nie chcę iść na kompromis? Ciężko
jest się dograć. Czasem lepiej nikogo nie ranić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz