poniedziałek, 22 lipca 2013

O męskiej logice i kobiecych potrzebach



Ostatnio życzliwy kolega przestrzegał mnie przed interesownością mężczyzn, mówiąc: „uważaj, on na pewno chce cię tylko przelecieć”. Może jestem wyrachowana, ale po pierwsze, jeżeli chce „tylko przelecieć” to pół biedy. Gorzej, jakby chciał się wprowadzić do mieszkania albo oczekiwał innych dowodów zaangażowania. Tak jakoś się utarło, że kobiety to są te prześladowane seksualnie cnotki i każdy facet tylko czyha na ich nieuwagę, żeby je zajść od tyłu. Jednak zauważam brak logiki u mężczyzn,  bo kobiety z jednej strony powinny być niedostępne, ale z drugiej strony – nie za długo. Jest takie przysłowie, a może dowcip, ale na pewno z życia wzięty: „Myśli kura uciekając przed kogutem: Może za szybko biegnę?”. Była u nas w pracy kiedyś taka dziewczyna, która uwielbiała się bzykać z każdym. Podobno nimfomanka. Nie było faceta w firmie, który by jej nie przeleciał. Jak zbliżała się firmowa impreza, to każdy tylko pytał: „A Julita będzie?”. Niestety dla niej, wyrobiła sobie taką opinię, że nikt nie traktował jej poważnie i nie miała szans znaleźć sobie kogoś na stałe. Natomiast mieliśmy też w dziale bardzo niedostępną i zasadniczą koleżankę. Ta nie przespała się z pewnością z nikim. I taka postawa również nie wzbudzała pozytywnych opinii u płci przeciwnej. W relacjach damsko-męskich zazwyczaj na początku jest jakaś gra. Na przykład „Ja cię podwiozę do domu po pracy, ale oczywiście zupełnie bezinteresownie”, „Pomogę ci przy przeprowadzce tak po przyjacielsku. Przecież ludzie sobie pomagają”.  Jednak ta gra polega na tym, że po pierwszym kroku ze strony mężczyzny powinien nastąpić rewanż. Czyli może jakaś wieczorna kawka, wspólny drink, a na trzecim spotkaniu trach bach i do wyra. Taka jest konwencja. Atrakcyjne kobiety nie mają kumpli, jeżeli chcą się przyjaźnić z facetem, to muszą z nim prędzej czy później iść do łóżka. Inaczej on uzna, że ona jest hipokrytką, która sama nie wie czego chce.
Po ślubie coś się zwykle zmienia. Ona zaczyna chodzić do łóżka w papilotach i maseczce, on woli siedzieć do północy przed kompem niż z nią. Pozycja „na kłodę” staje się standardem i jakoś to się wszystko rozłazi. On nie rozumie, dlaczego ona nie jest już tak namiętna, jak kiedyś, a wina leży jednak pośrodku. Mam za sobą małżeństwo, więc wiem coś o tym, kiedy mężuś zaczyna wracać coraz później do domu, bo robi strasznie ważną karierę, kiedy kończą się romantyczne gesty, okazywanie uczuć, wspólne spacery i kolacje raz na jakiś czas. On uważa, że jak już mnie ma, to nie musi się starać. A wieczorem ma być seks, bo przecież oboje tego potrzebujemy… Wcale nie. Kobieta, aby czerpać prawdziwą przyjemność z seksu z ukochanym facetem, musi otrzymywać oznaki jego uczucia przez cały dzień, a nie tylko w pięciominutowej grze wstępnej późnym wieczorem, kiedy on chce się odprężyć. Wieczorne robienie laski po całym dniu spędzonym osobno albo z różnymi nieprzyjemnymi konfliktami nie wróży udanych orgazmów. Facetowi może jest wszystko jedno, ale kobiecie po jakimś czasie już się nawet nie chce udawać. I wtedy on szuka sobie innej. Takiej, która albo na coś liczy, albo za pieniądze zrobi wszystko. W moim małżeństwie mąż przychodził i brał "co jego". Ja tego nie akceptowałam i nie chciałam też jego pensji. Dlatego się rozwiodłam. W małżeństwie albo jest miłość i wierność albo nie ma małżeństwa. Jeżeli któraś ze stron do czegoś się zmusza, nie ma to sensu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz