Od
dziecka bałam się wysokości. Ale nie samej wysokości tylko tego, że ja nie będę
się mogła powstrzymać i skoczę.
Marek
się przydaje, ale ja wciąż chcę więcej.
-Myślisz tylko o tym, jak mnie
przelecieć. A co potem?
- Nie zastanawiałem się. Nie mogę
teraz na niczym skupić myśli.
Czasem
zostaje na noc. Traktuje mnie tak, jak sama chcę być traktowana. Nie umiem
inaczej. Coś jest nie tak, że on tak zawsze długo się kąpie. Trzeba zbadać, o
co chodzi. Podpatrzyłam któregoś dnia, jak łapie muchy do słoika. „Na cholerę
mu te muchy?” Siedział przy oknie chyba z godzinę i łapał te muchy, aż zebrał
ich może z dziesięć. Potem poszedł do łazienki, trzymając słoik pod ręcznikiem.
Nalał sobie wody do wanny i wszedł do niej. Ze słoika powoli wyciągał muchy i
wyrywał im skrzydełka. Kiedy już wszystkie pełzały po dnie słoika, wyjął fiuta
z piany i kładł muchy na nim. Niektóre wpadały do wody, inne cienkimi nóżkami
uczepiały się główki i chodziły po niej, aż bardzo szybko wytrysnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz