Musiałam natychmiast zrobić sobie dobrze. Zamknęłam się w
ubikacji na końcu wagonu, siadłam na brudnym kiblu i rozpięłam spodnie.
Podniosłam bluzkę do góry i wyjęłam piersi ze stanika. Sutki sterczały mocno w
górę i naprężyły się jeszcze bardziej, kiedy włożyłam rękę w majtki. Cipka już
była bardzo mokra i ciepła. Wyobraziłam sobie, jak rucha mnie dwóch facetów.
Jeszcze tego nie robiłam, ale zawsze miałam taką fantazję. Trzymam w rękach
dwa chuje i obciągam na kolanach, a trzeci kręci to kamerą. Doszłam prawie
natychmiast. Poczułam ulgę i rozluźnienie po orgazmie. Zamek w toalecie nie działał,
ale na szczęście sufit podwieszany z jednej strony opadł, więc przyblokował
drzwi. Podniosłam go delikatnie, żeby nie zawalił mi się na głowę i wyszłam. To
był pociąg osobowy, ale w wagonie było prawie pusto, więc wyciągnęłam nogi na
fotelu i zaczęłam czytać newsweeka, którego kupiłam na dworcu. Kupiłam ze
względu na artykuł o sponsoringu, reklamowany na okładce. Tekst był
tendencyjny, ale nie mógł być inny. Żeby materiał dziennikarski był ciekawy,
musi przedstawiać jeden punkt widzenia, inaczej wszystko się rozłazi i czytelnik
nie wie, o co chodzi. Autorka pisała o wykształconych, inteligentnych
kobietach, które sprzedają się za dużą kasę. Mają swoje życie, doktoraty,
biznesy, ale jednak szukają przygody, łatwych pieniędzy i frajerów, którzy będą
im je chcieli dawać. Wygląda na to, że mężczyźni są gotowi zapłacić dużo, aby
mieć kobietę do towarzystwa. I nie chodzi tu tylko o seks, bo przecież ile można
się bzykać? Szukają kobiet pięknych i takich, z którymi można porozmawiać,
spędzić miło czas. Mają wszystko i chcą sobie zapewnić dziwkę z klasą. Wszystko
się zgadza, bo ja też biorę pieniądze za rozmowę i dobre pieprzenie, a nie
tylko za dobre pieprzenie. Dlatego nawet nie komentuję chamskich tekstów, że chyba mnie pogięło, skoro żądam 1000 zł. za coś, co można mieć za 100 zł. Jasne. Można się uchlać za 18 zł. albo za 800. Kiedyś jeździłam do Wrocławia do faceta, który
płacił mi 2000 za weekend, bo czuł się samotny. Syn go nienawidził, żona go
nienawidziła, a przyjaciele nie odbierali od niego telefonów. Nie dziwię się,
że nikt go nie lubił, bo był taką marudą, że ja też z nim nie wytrzymałam.
Nawet za taką kasę. Sądził, że nasze weekendowe płatne spotkania uprawniają go
do wydzwaniania do mnie każdego wieczoru i opierdalania mnie przy każdej
okazji, kiedy nie miałam ochoty odebrać telefonu. Ja się nie chcę przyjaźnić.
Chcę zapewnić klientowi usługę na najwyższym poziomie i iść do domu, gdzie
jestem tylko ja i mój świat. Takie częste kontakty prowadzą prędzej czy później
do zaangażowania, a kto chciałby się angażować w związek z dziwką?
Ale wracając do artykułu. Redaktorka przedstawiła sponsoring
jako rewelacyjny sposób na życie nowoczesnej kobiety. Potwierdzała to nawet
badaniami naukowymi, że płatny seks to nie prostytucja. Mogłoby się okazać, że
te wszystkie zaniedbywane kury domowe albo singielki tak właśnie spędzają wolny
czas. Sama jestem tego najlepszym przykładem. Z pewnością poznałam paru
fantastycznych facetów. Czy mam wyrzuty sumienia? W życiu! Spotkania są miłe, a
pieniądze przy okazji równie miłe. I wszyscy są zadowoleni. Ale czy to jest
sposób na życie? Nie sądzę. Jestem zwolenniczką nazywania rzeczy po imieniu.
Kurwa zawsze pozostanie kurwą. Nawet z doktoratem. Sama coraz częściej
zachowuję się jak nałogowy złodziej, który przy każdym kolejnym skoku mówi
sobie, że to już ostatni raz… Że teraz się odkuje i zacznie wszystko od nowa…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz