czwartek, 25 lipca 2013

Można się uchlać za 18 zł albo za 800



Musiałam natychmiast zrobić sobie dobrze. Zamknęłam się w ubikacji na końcu wagonu, siadłam na brudnym kiblu i rozpięłam spodnie. Podniosłam bluzkę do góry i wyjęłam piersi ze stanika. Sutki sterczały mocno w górę i naprężyły się jeszcze bardziej, kiedy włożyłam rękę w majtki. Cipka już była bardzo mokra i ciepła. Wyobraziłam sobie, jak rucha mnie dwóch facetów. Jeszcze tego nie robiłam, ale zawsze miałam taką fantazję. Trzymam w rękach dwa chuje i obciągam na kolanach, a trzeci kręci to kamerą. Doszłam prawie natychmiast. Poczułam ulgę i rozluźnienie po orgazmie. Zamek w toalecie nie działał, ale na szczęście sufit podwieszany z jednej strony opadł, więc przyblokował drzwi. Podniosłam go delikatnie, żeby nie zawalił mi się na głowę i wyszłam. To był pociąg osobowy, ale w wagonie było prawie pusto, więc wyciągnęłam nogi na fotelu i zaczęłam czytać newsweeka, którego kupiłam na dworcu. Kupiłam ze względu na artykuł o sponsoringu, reklamowany na okładce. Tekst był tendencyjny, ale nie mógł być inny. Żeby materiał dziennikarski był ciekawy, musi przedstawiać jeden punkt widzenia, inaczej wszystko się rozłazi i czytelnik nie wie, o co chodzi. Autorka pisała o wykształconych, inteligentnych kobietach, które sprzedają się za dużą kasę. Mają swoje życie, doktoraty, biznesy, ale jednak szukają przygody, łatwych pieniędzy i frajerów, którzy będą im je chcieli dawać. Wygląda na to, że mężczyźni są gotowi zapłacić dużo, aby mieć kobietę do towarzystwa. I nie chodzi tu tylko o seks, bo przecież ile można się bzykać? Szukają kobiet pięknych i takich, z którymi można porozmawiać, spędzić miło czas. Mają wszystko i chcą sobie zapewnić dziwkę z klasą. Wszystko się zgadza, bo ja też biorę pieniądze za rozmowę i dobre pieprzenie, a nie tylko za dobre pieprzenie. Dlatego nawet nie komentuję chamskich tekstów, że chyba mnie pogięło, skoro żądam 1000 zł. za coś, co można mieć za 100 zł. Jasne. Można się uchlać za 18 zł. albo za 800. Kiedyś jeździłam do Wrocławia do faceta, który płacił mi 2000 za weekend, bo czuł się samotny. Syn go nienawidził, żona go nienawidziła, a przyjaciele nie odbierali od niego telefonów. Nie dziwię się, że nikt go nie lubił, bo był taką marudą, że ja też z nim nie wytrzymałam. Nawet za taką kasę. Sądził, że nasze weekendowe płatne spotkania uprawniają go do wydzwaniania do mnie każdego wieczoru i opierdalania mnie przy każdej okazji, kiedy nie miałam ochoty odebrać telefonu. Ja się nie chcę przyjaźnić. Chcę zapewnić klientowi usługę na najwyższym poziomie i iść do domu, gdzie jestem tylko ja i mój świat. Takie częste kontakty prowadzą prędzej czy później do zaangażowania, a kto chciałby się angażować w związek z dziwką?
Ale wracając do artykułu. Redaktorka przedstawiła sponsoring jako rewelacyjny sposób na życie nowoczesnej kobiety. Potwierdzała to nawet badaniami naukowymi, że płatny seks to nie prostytucja. Mogłoby się okazać, że te wszystkie zaniedbywane kury domowe albo singielki tak właśnie spędzają wolny czas. Sama jestem tego najlepszym przykładem. Z pewnością poznałam paru fantastycznych facetów. Czy mam wyrzuty sumienia? W życiu! Spotkania są miłe, a pieniądze przy okazji równie miłe. I wszyscy są zadowoleni. Ale czy to jest sposób na życie? Nie sądzę. Jestem zwolenniczką nazywania rzeczy po imieniu. Kurwa zawsze pozostanie kurwą. Nawet z doktoratem. Sama coraz częściej zachowuję się jak nałogowy złodziej, który przy każdym kolejnym skoku mówi sobie, że to już ostatni raz… Że teraz się odkuje i zacznie wszystko od nowa…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz