niedziela, 21 lipca 2013

Jak to jest robić francuza Francuzowi


Odpowiedziałam niedawno na ogłoszenie, bo była w nim podana konkretna kwota – 1000 zł. za noc. Wysłałam zdjęcia i facet zaproponował spotkanie w Katowicach. Opłaci się dojechać… Wymieniliśmy najpierw kilka maili i okazało się, że to Francuz. Wow! Robić francuza Francuzowi to będzie coś! Napisał o sobie bardzo dowcipnie i spodobało mi się, że ma taką fantazję. Tym chętniej planowałam spotkanie. Okazał się otyłym, obleśnym starym capem. Na powitanie wyciągnęłam rękę, co przyjął z lekkim zdziwieniem. To w Polsce się tak robi? Sądząc po jego perfekcyjnej znajomości polskiego nie rozumiałam dlaczego ten gest jest dla niego czymś nowym… Czy może tylko z dziwkami się tak nie wita? Kolacja we włoskiej restauracji upłynęła trochę stresująco, ponieważ każde danie zostało skrytykowane. Jak widać Francuzi czują się ekspertami w sztuce miłosnej i kulinarnej i chętnie to podkreślają. Żabojady pieprzone. Krewetki zostały źle podane, a wino takie sobie. Oczywiście według mojego partnera, bo dla mnie było ok. Ale ja z polskiej wsi jestem. W hotelu długo musiał na mnie czekać, ponieważ w łazience czas biegnie swoim rytmem. Niepotrzebnie tak się starałam, bo kiedy wyszłam siedział nagi na brzegu łóżka, wyraźnie niezadowolony, że kazałam mu tak długo czekać i właściwie natychmiast mnie rozebrał. Lubię chwalić się swoim ciałem w seksownej bieliźnie, ale kiedy muszę ją zdjąć, zawsze krępuję się swoich niedoskonałości – tłuszczyku na brzuchu, rozstępów po ciąży, nie dość doskonałych piersi, itd… Przy drugiej lampce wina zapytałam go o jego opis swojej osoby, który mi wysłał w korespondencji mailowej. Był bardzo błyskotliwy i zabawny. Kiedy powiedział mi, że napisał to dawno temu i zawsze wysyła dziewczynom, bo przecież nie trudziłby się z wymyślaniem za każdym razem nowych odpowiedzi, to przestało mi się tak podobać. Przestało być wyjątkowe i napisane tylko dla mnie, a stało się wyrachowane i pozbawione emocji. To prawie tak, jak seks z luksusową dziwką. Super przygotowany, wyrafinowany, ale masz świadomość, że nie przeznaczony specjalnie dla ciebie, ale dla każdego, kto był przed tobą i dla tych wszystkich po tobie. Francuz rzeczywiście był długodystansowcem. Robił mi rzeczy, które bolały, a moje okrzyki brał za demonstrację rozkoszy. Natomiast mnie było po prostu bardzo nieprzyjemnie. Wciskał tak mocno moje sutki w piersi, że musiałam się wyrywać, a nie było łatwo. Dłonią grzebał w mojej cipce, ale w taki sposób, że bolało. Czułam, jakby miał nierówno obcięte paznokcie i drapał nimi wewnątrz mnie. Może tak było. I to trwało prawie całą noc. Kiedy siedziałam na nim, brzuch mu falował i rozlewał się na boki. Robiliśmy to bez gumki, ja zawsze tak robię. No, chyba, że facet sam chce się zabezpieczać. On nie chciał. Powiedział, że regularnie się bada i jest zdrowy. Często podróżuje służbowo do Polski. Jego żona również spędza życie w delegacjach i umówili się, że „miłość to miłość, a seks to seks”. Czyli sypiają z różnymi partnerami i oboje o tym wiedzą. Więcej – on nie lubi spędzać nocy sam, więc każdej nocy ma partnerkę. I to za każdym razem inną! Dla mnie to było obleśne, obrzydliwe uczucie, mieć w sobie fiuta faceta, który w ciągu tego tylko roku zdążył przegrzebać jakieś 150 cipek. A mamy dopiero drugi kwartał! Z żoną poznali się 20 lat temu  w klubie swingersów, które we Francji są bardzo popularne.  Już 20 lat temu były. Wtedy w Polsce chyba jeszcze nikt o czymś takim nie słyszał, a i teraz jest to jeszcze nadal dość niszowy rynek seksu.  Ja zawsze dbałam o intymność w spotkaniach. Kiedy się spotykam, to prawie zawsze na całą noc i zawsze za dużą kasę. To daje mi gwarancję, że facet będzie na poziomie i nigdy się nie zawodzę. Zawsze jest miła rozmowa, drogi hotel, dobre wino. Czasem kolacja. Seks jest miły, delikatny, często mało wymagający. Ale zawsze bardzo się staram. Zresztą, mnie podnieca branie pieniędzy za seks od obcego faceta. Więc się jakoś specjalnie nie męczę. Ale klub swingersów, gdzie każdy naparza się z każdym! Sama nie wiem. W Polsce takie kluby już funkcjonują i to na niezłym poziomie. Tak słyszałam. We Francji ludzie podchodzą inaczej do seksu. Traktują to jak sport. Nasze podejście do miłości, nawet tej płatnej, jest jak na warunki europejskie, bardzo konserwatywne. Potrzebujemy intymności, wyłączności, nawet tej udawanej. Dla Francuza byłam prostą wieśniaczką, którą wprowadzał w tajniki dobrego seksu. A mnie się to wcale nie podobało. Dla mnie był tylko starym capem, który już bardzo dawno nie czuł prawdziwego pożądania i namiętności. „Sztuka” kochania w wydaniu Francuza to jak sztuka mięsa w drogiej restauracji. To tylko kawał mięsa, ale wszyscy muszą udawać, że to delicje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz